15.12.2014

Rozdział 4


     Chłopak ciągnął mnie za rękę i kazał biec za sobą coraz szybciej.
- Gdzie ci się tak spieszy?!- zapytałam ledwo dysząc.
- Nie pytaj, tylko chodź dalej!- odpowiedział z nutką zdenerwowania w głosie.
- My nie idziemy, tylko biegniemy! Możesz zwolnić trochę? Daj złapać trochę tchu!- podniosłam głos i cudem udało mi się zatrzymać chłopaka. Byliśmy wtedy w parku. Usiadłam na trawie, gdzieś w cieniu i wyciągnęłam z torebki butelkę wody, którą zaczęłam żłopać jak smok. Nogi strasznie mnie bolały, a serce waliło jak opętane. Cały czas miałam sucho w buzi, ponieważ bez przerwy oddychałam nią, a to tylko dlatego, że mój nos sam już sobie nie dawał z tym rady. Długo nie ćwiczyłam, więc bardzo szybkie bieganie za kimś wykończyło mnie. Ze zmęczenia położyłam się na zielonej trawce, robiąc głębokie wdechy i mocne wydechy.
- Możesz się pospieszyć?- po mimice twarzy chłopaka było widać, że denerwuje się coraz bardziej.-No nie mów, że ten odcinek drogi, który przebiegliśmy tak cię zmęczył...
Postanowiłam podenerwować go jeszcze bardziej i rzuciłam:
- Tak.. Okropnie mnie zmęczył.. Chyba spędzę na tej trawie jeszcze kilka minut, godzin..
- Ile konkretnie potrzeba ci czasu?- zapytał zniecierpliwiony.
- No nie wiem.. Hmm.. Może godzina?
- A może dwie?- syknął.
- Ewentualnie siedem- zaśmiałam się.
Przystojniak wyjął ze swojej kieszeni telefon i prawdopodobnie napisał jakiegoś sms'a, którego wysłał chwilę później. Spojrzałam na niego i zastanawiałam się czemu go lubię. Nie znałam go praktycznie wcale, a miałam wrażenie, jakbyśmy znali się od lat.
- No wstań już, bo naprawdę mi się spieszy..- powiedział próbując się uspokoić.
- Ja mam czas..- uśmiechnęłam się patrząc w górę.
- Nie denerwuj mnie nawet... Specjalnie coś dla ciebie przygotowałem, a ty masz tyle czasu ile mi potrzeba.. Cudem wyrwałem się dzisiaj z.... Nie ważne, ale zrobiłem to po to, żeby się z tobą spotkać i zrobić ci jakąś niespodziankę... No ale trudno, jeśli nie chcesz, to ja zadzwonię i odwołam to wszystko..- mówił, a mi zrobiło się miękko w środku. Postanowiłam nie denerwować go bardziej, tylko wstałam, złapałam go za rękę i powiedziałam;
- Prowadź...
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, a jego oczy tak cudnie się śmiały. Zastanawiałam się tylko, dlaczego nie dokończył zdania 'cudem wyrwałem się dzisiaj z.....',  ale to nie były moje sprawy, więc postanowiłam się tym zbytnio nie przejmować. Tym razem szliśmy spokojnie i trochę się śmialiśmy po drodze. W oddali zobaczyłam jego samochód i uśmiechnęłam się szeroko. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to to, że zabiera mnie na jakąś zwykłą przejażdżkę we dwoje. Podeszliśmy bliżej i tak jak myślałam, wsiedliśmy do auta.
- Dokąd mnie zabierasz?- zapytałam z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Przecież to ma być dla ciebie niespodzianka, więc nie pytaj, bo i tak ci nic nie powiem.- powiedział bardzo spokojnie z powagą w głosie.
        Jadąc gdzieś tam myślałam o moim  dzieciństwie.. Jakoś naszło mnie, abym myślała o tym. Przypomniała mi się moja babcia, która jeszcze wtedy żyła.. To ona powiedziała mi, że kiedyś będę naprawdę ładną i mądrą dziewczyną.. Dodała, że wielu mężczyzn będzie się o mnie biło, ale moja prawdziwa miłość nadejdzie w młodym wieku i przetrwa wszystko.. Po przemyśleniu tego popatrzyłam na Zayna i zachciało mi się płakać.
- Nie, Hailie.. Nie rób wiochy.. Nie płacz tylko.. Ty idiotko skończona, jak się popłaczesz, to jesteś cieniasem..- powtarzałam sobie w myślach..
Przejechaliśmy jakieś trzy lub cztery kilometry i po raz pierwszy skręciliśmy. Uśmiechnęłam się, ponieważ znałam to miejsce z kiedyś. Zaczęłam się śmiać, bo przypomniała mi się moja kuzynka, która bezmyślnie wskoczyła w beczkę kiszonej kapusty, właśnie w tym miejscu. Pojazd stanął, a my powoli wysiedliśmy z niego.
- Chodź teraz za mną i proszę nie popłacz się.. Obiecujesz?- oznajmił i zapytał jednocześnie.
- Obiecuję, ale o co chodzi?- zaniepokoiłam się.
- Nie bój się.. Nic ci się nie stanie, ale proszę nie popłacz się..- prosił.
- No obiecuję.. Prowadź mnie dalej..- wydusiłam i szłam za nim dalej.
Kawałek przed nami stała jakaś postać. Z początku myślałam, że to jakiś turysta, który tam zabłądził, ale podchodząc bliżej zobaczyłam tatę...
- Tato!- krzyknęłam biegnąc w jego stronę. Zawiesiłam mu się na szyję i zaczęłam płakać.
- Hailie.. Coś mi obiecałaś..- powiedział Zayn.
- Tak.. Przepraszam, ale nie mogę się uspokoić... To mój tata... Jak go znalazłeś?!- pytałam chłopaka mocno obejmując tatę.
- Nie pytaj mnie.. Postanowiłem go odnaleźć, bo kiedyś moja mama dużo opowiadała o tym zdarzeniu z udziałem twojego tatusia.. Wiedziałem, że zaginął kilka lat temu, a spotkanie z tobą w kawiarni i na imprezie było ustawione trzy tygodnie przed tym, przez Veronicę.. Opowiadała dużo o tym, a wiedząc, że tęsknisz za tatą, postanowiłem znaleźć go wcześniej.. Nie musiałem szukać długo.. Był bliżej, niż ci się wydaje..- oświadczył i odszedł kawałek, bo jego telefon zaczął dzwonić.
Byłam bardzo zajęta cieszeniem się  z tego, że mój tatuś był obok mnie.. Nie widziałam go tyle czasu, a tu nagle stoi przede mną i również płacze z radości, że trzyma mnie w swoich ramionach. Dzień mi minął z nim bardzo szybko i nawet nie myślałam w tym czasie o Zaynie... Chłopak odwiózł nas do domu, ale kazałam mu chwilkę poczekać pod moim domkiem.
- Mamo! Mamo! Jesteś?- wołałam wchodząc do środka.
- Jestem, a co się stało?- odwołała schodząc po schodach.
- Mam dla ciebie niespodziankę..- oznajmiłam..- Bardzo miłą niespodziankę..
- Dostałaś piątkę czy jak?- zaśmiała się.
- Piątka przy tym wymięka.. Popatrz.. Wejdź do środka..- powiedziałam powoli otwierając szerzej drzwi. Mama stała nieruchomo, nie mogąc uwierzyć w to, że widzi tatę. Podobnie tak jak ja rzuciła się na niego z uściskami oczywiście, a ja nie mogłam nacieszyć się widokiem ich razem.
       Wyszłam z domu, aby porozmawiać z chłopakiem.
- Wiesz... Nie spodziewałam się tego, że odnajdziesz mojego tatę.. Nie znamy się długo, bo zaledwie trzy dni, ale już cię polubiłam i masz u mnie wielkiego plusa za to co zrobiłeś. Nawet nie wiesz jak się cieszę i ten.. No.. No nie wiem, jak mam ci dziękować..- oznajmiłam bardzo poważnie.
- Daj mi buziaka i nawet z tego się ucieszę, a podziękować powinnaś Veronice, bo żeby nie ona, to pewnie byśmy na siebie nie wpadli...- powiedział.
         Podeszłam do niego bliżej i dałam mu tego buziaka.. Niech się chłopak cieszy.. Na Veronicę byłam, jednak zła, bo mogła mi powiedzieć, że znalazła jakiegoś chłopaka i próbuje nas złączyć czy coś, ale byłam jej za to wdzięczna.. Było już bardzo późno, więc pożegnałam się z chłopakiem i wróciłam do domu.. Przed wejściem do środka spojrzałam ostatni raz tego dnia na niego i powiedziałam "Dziękuję"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Bądźcie delikatni co do tego ;p nie miałam lepszego pomysłu, a chciałam już coś napisać... Tak jak zwykle proszę o jakieś komentarze dla mnie od Was kochani i motywujcie mnie do dalszego pisania :***




























Wróciłam :D

Wróciłam ! :D

  Witajcie z powrotem po bardzoooo długiej przerwie :) Nie wiem czy dalej czytacie tego bloga, bo wiadomo, że jeśli nic się nowego nie pojawia, wychodzimy i nie wracamy ;d
Nie miałam czasu, żeby prowadzić go dalej i chciałam go zawiesić na zawsze, ale trzyma mnie tu to, że mogę myślami zbliżyć się do Zayna Malika i przeżywać życie Hailie M.
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do końca i będziecie polecać mojego bloga.. Bardzo byłabym Wam za to wdzięczna :*
                                                                                    ~Ariana

8.11.2014

Rozdział 3


         Obudziłam się bardzo późnym popołudniem. Kompletnie zapomniałam o wczorajszym zdarzeniu, więc nie mogąc nic sobie przypomnieć poszłam się umyć. Od razu zadzwoniłam do przyjaciółki, aby przyszła do mnie, bo byłam bardzo ciekawa tego co się ze mną wtedy działo. Veronica odebrała za pierwszym razem i oznajmiła, że wstała chwilę temu. Powiedziała również, że niedługo zjawi się w moim domu, a ja w podskokach pobiegłam posprzątać w pokoju. Dziewczyna przyszła do mnie po kilku nastu minutach i od razu rzuciła mi się na szyję, gratulując mi przy tym. Przymrużyłam oczy nie wiedząc o co jej chodzi, a kiedy o to zapytałam, moja przyjaciółka zamilkła.
- To ty nie pamiętasz?- zdziwiła się, a z jej twarzy zniknął uśmiech.
- Przykro mi, ale nie pamiętam nic, a nic. Powiedz mi chociaż czy dużo wypiłam..- zdenerwowałam się w duchu.
Veronica kiwnęła głową dając mi znać, że nie wypiłam tak dużo, jak się tego spodziewałam. Byłam święcie przekonana, że siedem szklanek było w moim żołądku co najmniej, a tak naprawdę znajdowały się tam niecałe dwie. Przez chwilę obawiałam się, że ktoś mógł mi coś dosypać do tych drinków, a następnie coś ze mną zrobić, na co nie zgodziłabym się dobrowolnie. Kiedy pierwsza łza spłynęła mi po policzku moja przyjaciółka od razu zareagowała.
- Nie becz, bo nic strasznego się nie stało.- krzyknęła.- Cały czas... No może nie cały, ale byłam przy tobie.. Wiem, że obawiasz się najgorszego, ale nie martw się. Pamiętasz tych chłopaków z kawiarni?- zapytała poważnie.
- No pamiętam, a co w związku z tym?- zacisnęłam mocno zęby.
- Kiedy poszłaś do łazienki, jeden z nich poszedł za tobą..- oznajmiła.
- Co?!- zdenerwowałam się i od razu myślałam o najgorszym, pomimo tego, że Veronica zapewniała mnie, że do niczego nie doszło. Zaczęłam płakać i brzydzić się sobą, a dziewczyna pokazała mi nagranie z łazienki, które udało jej się nagrać ukradkiem. Byłam na nim ja i on i tylko rozmowa między nami. Ulżyło mi niesamowicie i natychmiast nabrałam lepszego humoru.
- Nawet nie wiesz, jak lepiej się teraz poczułam.- oznajmiłam.- I co było później?
- Ten chłopak odwiózł cię do domu z tego co wiem. Bałam się trochę, bo nie wiedziałam czy na pewno cię tam odstawi, więc zadzwoniłam do twojej mamy, a ona potwierdziła, że już wróciłaś i od razu poszłaś do pokoju spać.- powiedziała z uśmiechem.
Zdziwiło mnie to, bo jak chłopak mógł mnie odwieźć i nie zostawić po sobie znaku. Poprosiłam Veronicę, żeby przejrzała mi szyję i ogólnie, bo miałam nadzieję, że gdzieś tam zostawił malinkę. Chciałam tego bardzo, bo był on bardzo przystojny i to mnie odwiózł do domu, a przecież mógł powiedzieć " Dobra, ja zbijam. Nara", tak jak każdy i mógł odejść, ale nie zrobił tego. Przeszukałam jeszcze moją torebkę i spodenki z nadzieją, że coś znajdę. Nie pomyliłam się, bo znalazłam jakiś numer telefonu. Podejrzewałam, że jest to właśnie jego numer, ale żeby się upewnić dałam go przyjaciółce, a ta zadzwoniła do niego ze swojego telefonu.
- Halo?- odezwał się zaspany głos po drugiej stronie słuchawki.
- Halo? Dzień dobry, tutaj koleżanka Hailie.. Mam takie pytanie, to ty byłeś z nią wczoraj w łazience i to ty odwoziłeś ją do domu?- zapytała chłopaka, a ja uderzyłam ją w ramię, bo to nie tak miała wyglądać ta rozmowa.
- Tak, to byłem ja, a coś się stało może?- ziewnął.
- Raczej tak, bo ona zostawiła gdzieś swój naszyjnik i myślałyśmy, że może został u ciebie w samochodzie, albo coś, ale jeśli nie to przepraszam, że obudziłam...
- Nie ma sprawy, a co do tego naszyjnika, to podejrzewam, że mam jej naszyjnik. To jest jej imię, prawda? Hailie M?- zapytał, a my bardzo się zdziwiłyśmy, bo kłamstwo z naszyjnikiem okazało się prawdą. Żeby upewnić się, że ten wisiorek na pewno mi zaginął, przeszukałam cały pokój.
- Veronica.. Nie ma go.. On na prawdę go ma..- szepnęłam.
- Tak, to jest jej naszyjnik. Mógłbyś go nam jakoś podrzucić?- Veronica kontynuowała rozmowę.
- Mógłbym, ale wolę, żeby to Hailie po niego przyszła.- oznajmił, a mi aż zrobiło się gorąco. Nie przez to, że się ucieszyłam, czy coś, tylko przez to, że nie znałam go wcale i bałam się iść do niego sama.
- Hailie z chęcią po niego przyjdzie. To kiedy, o której i gdzie ma przyjść?- zapytała, a ja myślałam, że ją zabiję.
- Najlepiej by było, jakby przyszła po niego dzisiaj coś około osiemnastej do tej kawiarni, w której spotkaliśmy się po raz pierwszy.- powiedział.
- Dobrze, to w takim razie szykuj się też. Do zobaczenia.- szybko powiedziała Veronica i odłożyła słuchawkę.
Byłam strasznie na nią zdenerwowana, bo choć nie uczestniczyłam w tej rozmowie, ona powiedziała za dużo i tak jakby umówiła mnie z nim na spotkanie, a to wcale mnie nie ucieszyło.
- No to co? Szykuj się na randkę!!- krzyknęła z uśmiechem na twarzy, a ja miałam ochotę ją czyś walnąć i zrobiłam to. Rzuciłam w nią z całej siły poduszką, aż się przewróciła na łóżko. Nim wstała, zdążyłam znaleźć sobie jakieś ubrania na wieczór i takie tam drobiazgi jak pierścionki i bransoletki. Godzina za godziną leciały jak szalone, a ja miałam coraz to większy stres. Dziewczyna wyrzuciła mnie z pokoju, bo uznała, że mi odwala i kazała mi wrócić do mojej własnej siedziby o nazwie " ja tam śpię ", aż mi przejdzie. Po kilku minutach wróciłam do niej i oznajmiłam, że jestem już gotowa. Moja przyjaciółka odprowadziła mnie pod kawiarnię i pożegnała się ze mną dając mi buziaka w policzek i kazała mi opowiedzieć jej wszystko ze szczegółami, kiedy już wrócę. Weszłam do środka bardzo zdenerwowana i czekałam na chłopaka. Po jakimś czasie zjawił się w środku, podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i bez słowa wyciągnął mnie na zewnątrz.
- Masz ten naszyjnik..- powiedział obojętnym głosem.
- Dzięki..- skrzywiłam usta i wyciągnęłam rękę po niego.
Dał mi go do ręki i odwracając się na pięcie zaczął odchodzić.
- To tyle? Nie no zajebisty jesteś normalnie...- krzyknęłam za nim, a ten zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Przecież żartowałem. Chciałem zobaczyć twoją reakcję na mnie i widzę, że mogłaś sobie pójść, a jednak zawołałaś za mną.- oświadczył patrząc się mi w oczy śmiejącym się wzrokiem.
- Nie śmieszne..- rzuciłam i przewróciłam oczami.
- Chodź stąd. Nie będziemy tu przecież tak stać jak nie wiadomo co. Może pójdziemy na jakiś spacer?- zaproponował.
- Czy ja wiem.. Nie mam ochoty tak sobie chodzić, a poza tym nie znam cię i boję się trochę..- powiedziałam.
- No właśnie. Nie znasz mnie i chyba pora to zmienić.- zaśmiał się.- Chodź, idziemy..- powiedział łapiąc mnie za rękę.
Zarumieniłam się, ale postanowiłam za nim pójść.
- Dokąd mnie zabierasz?- zapytałam nieśmiało.
- Zobaczysz, ale nie mogę ci tego powiedzieć tak teraz bo to niespodzianka.- uśmiechnął się.
Nie mówiłam już nic, ale byłam bardzo zdziwiona, bo nie znałam typa, a on tu nagle ma dla mnie jakąś niespodziankę.. Super po prostu.. Ale nie żałowałam, że z nim poszłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 3 :) trochę krótki, ale się w końcu pojawił :) 10 komentarzy i piszę dalej. Pozdrawiam ! :D









































29.10.2014

Rozdział 2


     Wieczór się zbliżał, a my pełną parą przygotowywałyśmy się do wyjścia na imprezę. Cały nasz ubiór był prawie przygotowany. Miałyśmy się ubrać normalnie, tak na luzie czyli jakasś bluzka na ramiączka i krótkie, jeansowe spodenki. Do tego co najwyżej jakaś narzutka, gdyby było chłodniej i makijaż. W przygotowaniu pomagała mi moja siostra Meg. Przeprosiłam ją za to co się wydarzyło rano, a ona tylko śmiała się ze mnie i podsumowała moje "dziecinne" zachowanie. Przyszła pora wyjścia na zabawę, a po wyjściu z domu zaciągnęłam się letnim, wieczornym powietrzem i zadzwoniłam po Veronicę.
- No halo? To gdzie się widzimy?- zapytałam podekscytowana.
- Właśnie idę do ciebie i widzę cię już. Odwróć się.- zaśmiała się do słuchawki i pomachała mi z daleka.
- No tak. Widzę cię już. To rozłączam się.- oznajmiłam i schowałam telefon do kieszeni.
Verka bardzo szybko podeszła do mnie i bez najmniejszego odpoczynku kazała mi iść w przeciwną stronę. Chciało mi się z niej śmiać, bo pędziła jak opętana. Cudem udało mi się ją zatrzymać, kiedy krzyknęłam: „Uwaga! Żaba!”
Dziewczyna ze strachu niemalże się przewróciła, a małe stworzonko przeskoczyło jej nogę i hopsało sobie dalej. Kilka minut później byłyśmy już w tym lokalu, gdzie miała odbyć się impreza. Jak co sobota miejsce te było pełne różnych ludzi, lecz tym razem nie byli to zwykli ludzie...
      Veronica jak to ona od razu po wejściu do środka pobiegła do baru po drinka dla siebie i dla mnie. Nie chciałam go pić tak na początek, bo czasem mogę przesadzić pomimo tego, że jestem nieletnia. Oczywiscie to wszystko dzieje się pod namową mojej przyjaciółki, ale kocham ją jak siostrę, więc zgadzam się na to wszystko. Dziewczyna lubi imprezować, a ja jestem negatywnie zastawiona na te całe balowanie, choć bywa, że mam jakiś wyjątkowo zmienny humor. Dziewczyna szybko łyknęła zawartość długiej, kolorowej szklanki i porwała mnie do tańca. Muzyka była strasznie głośna, światła oświetlające parkiet oświetlały imprezowiczów na kolorowo, a nastolatków pełna sala, że ledwo przejść można. 
- No co tak słabo? Ruszaj się dziewczyno! Przyszłaś się bawić, a nie zamulać!!- Veronica przekrzykiwała muzykę dając mi do zrozumienia, że "zamulam".
Chciałam jej pokazać, że umiem się bawić i równo z nią tańczyłam, a ona robiła to bardzo szybko. Widać było po niej, że coś jest nie tak, bo po jakims czasie musiała wyjść nazewnątrz. Nie pozwoliłam jej iść samej i wybiegłam za nią.
- Veronica! Veronica! Nic ci nie jest?- zaniepokoiłam się.
- Nie, tylko trochę mi nie dobrze.. Ten drink był słodki, a w środku jest gorąco i zrobiło mi się niedobrze..- wydusiła pochylając się nad barierką.
- Jesteś pewna? Jesteśmy tu już godzinę, ale jeśli chcesz, to możemy wracać..- zaproponowałam.
- No co ty? Zwariowałaś?!- odrazu odżyła. 
- Wiedziałam, że to powiesz!- zaśmiałam się, próbując zamaskować fakt, że nieco się rozczarowałam.
Verka oznajmiła, że już jest jej lepiej, kiedy zwymiotowała za barierę i kazała mi już wchodzić z powrotem do środka. Oczywiście weszła tam za mną i ponownie rzuciła się w stronę baru.
- Tym razem idziesz ze mną i nie pijesz rownież razem ze mną, okej?- zapytała.
- Ale... Ale ja nie chcę się upić do nieprzytomności. W ogóle nie chcę pić..- oburzylam się.
- To po co tu przyszłaś? Wiesz, że jesli gdzieś ze mną idziesz,to musisz wypić chociaż trzy szklanki.- przewróciła oczami.
- Jedną... Co najwyżej dwie, ale na pewno nie trzy. Zapamiętaj to sobie.- zapowiedziałam i podeszłam do lady.
- Co podać?- zapytał barman.
- Dwa drinki truskawkowe pół na pół.- powiedziała Veronica, a ten szybko uwonął się i podał nam kolorowe szklanki z napojem. Nie wiedziałam co oznaczało te "pół na pół", więc zapytałam o to koleżanki.
- Co to jest?- zdzwiła się.- To znaczy, że poł szklanki to wódka, a drugie pół to truskawkowa woda.
Popatrzyłam na nią jak na głupią i uciekłam wzrokiem w przeciwną stronę. Moje oczy zatrzymały się w jednym miejscu i szybko złapałam Veronicę za rękę.
- Patrz!- zawołałam.- To oni! 
- Co ? Jacy oni?- zapytała robiąc łyka drinka.
- No oni! Ci z kawiarni, a jak ci się wydaje?!!
Kiedy tylko dziewczyna ich zobaczyła, cały napój wyjeciał jej z ust. Opluła przy tym jakiegoś nastolatka, a ten nadepnął jej na nogę tak mocno, że wskoczyła mi na ręce.
- Weź zejdź ze mnie i nie rób wiochy!- rzuciłam i puściłam ją, a ta upadła na podłogę. - No wstawaj!- zdenerwowałam się i pomoglam jej wstać. Chłopcy śmiali się z nas, bo rownież nas zauważyli. Zrobiło mi się strasznie głupio i postanowiłam wyjść z tego pomieszczenia. Tłum ludzi zastawił mi drzwi wyjściowe, więc musiałam iść do łazienki, co mnie wcale nie ucieszyło. Przeszłam niedaleko piéciu przystojniaków czerwona jak burak. W łazience podeszłam do lustra i odkréciłam wodę w kranie, łapiąc się za włosy.
- Hailie, dziewczyno.. Ogarnij się wkońcu..- powtarzałam sama do siebie. 
Nawet nie zauważyłam kiedy jeden z chłopaków wszedł tam za mną.
- Czemu muszę być aż taka głupia??- szepnęłam.
- Czemu tak uważasz?- usłyszałam głos za sobą i strach sparaliżował mnie. Powoli się odwróciłam i ujrzałam wysokiego, przystojnego bruneta. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc ponownie spojrzałam w lustro. „Boże jaki wstyd! Ty idiotko, czemu zawsze mi się to przytrafia?!” - powtarzałam sobie w myślach. 
- To jak będzie? Odpowiesz mi, czy mam iść?- zapytał.
- Nie.. Nie..- zająkałam.
- To znaczy, że mi nie odpowiesz, czy że mam nie iść?- zasmiał się.
Zrobiłam głęboki wdech i opanowana wydusiłam już normalnie.
- Przepraszam cię, za moje zachowanie, ale wstydzę się trochę...- oznajmiłam.
- Czego się wstydzisz? Mnie? No proszę cię- uśmiechnął się.
- To ty dzisiaj dotknęłeś mojej ręki w kawiarni, kiedy wychodziliście?- zapytałam licząc na mądrą odpowiedz.
- Może- uśmiechnął się.- Zayn.. Mam na imię Zayn.- powiedział i zrobił dwa kroki w moją stronę.
- Hailie.. To moje imię- oświadczyłam.
- No wiem, że twoje. Przeciez nikogo innego tutaj nie ma- zaśmiał się.
- Ale ty wredny jesteś..- zmarszczylam brwi.
- Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać.
- Zauważyłam... Czemu przyszedłeś tutaj za mną? - dociekliwie pytałam.
Chłopak nic nie mówił, tylko stał i sie śmiał ze mnie. Nie wiedziałam o co mu chodzi i postanowiłam wyjść, kierując się do wyjścia.
- Zanim wyjdziesz, nie zapomnij przy tym schować stanika pod koszulkę. Myślałem, że powinien być pod nią, a nie na niej.- powiedział to i śmiał się nie mogąc się opanować. Zawstydzona wbieglam do kabiny, aby się poprawić. Chłopak nie mógł przestać się śmiać, a po chwili wszedł jego pijany kolega. 
- I co jest Zayn? Z czego się tak śmiejesz?- zapytał go.
- Nie ważne...- chłopak nie wydał mnie, a przeciez mógł to zrobić. Jak zwykle wyobrażałam sobie niewiadomo co, no ale tak już niestety miałam.
- No mi nie powiesz?- język jego kolegi plątał się, a jego ciało zaliczyło chyba każdą ścianę w łazience. Szybko wyszłam z kabiny i spojrzałam na chłopaków.
- To jest Niall... Dzisiaj już się zdąrzył napić, a,e to nie znaczy, że jest inny..- oznajmił Zayn.
- Spoko.. Rozumiem.. Dobra róbcie co chcecie, ale ja wracam do domu.. Krzyżyk na drogę.- oznajmiłam i wybiegłam. Zayn musiał iść za mną, bo kiedy tylko wyszłam z lokalu, zaproponował mi podwózkę. Niechętnie, ale zgodziłam się. Chłopak jechał dość szybko, nie odzywając się przy tym cała drogę. Pomyślałam, że zawsze tak robi, jak prowadzi, więc nie zwracałam na to zbytnio uwagi. Zatrzymał się jedną ulicę od mojego domu, a kiedy już złapałam za klamkę, żeby wysiąść, zablokował drzwi od auta...
- Ej! Wypuść mnie..- zdenerwowałam się.
Chłopak nic nie mówił, tylko patrzył się w przednią szybę samochodu.
- Słyszysz mnie? Otwórz te drzwi?- przez chwilę zaczęłam się bać. Na dworze było już ciemno, a poza tym dochodziła 23 z minutami..
- Zayn! Wypuść mnie!- krzyknęłam, a on pocałował mnie w usta. Szybko odepchnęlam go od siebie i rzuciłam
- Co ty wyprawiasz? Nie dość, że trzymasz mnie tutaj, to jeszcze całujesz moje usta.. Wypuść mnie, powtarzam..- zaciszyłam głos.
- Jest jeszcze wcześnie..- oznajmił.
- No dobrze.. Jest wcześnie, ale ja chcę wracać już do domu.. Proszę zrozum mnie...- złagodniałam.
- Wiec w takim razie kiedy się spotkamy?- zapytał.
- Ale co ty mi tu sugerujesz? - zdzwiłam się.
- Nic.. Tylko chce się spotkać jutro.. Widać, że boisz się przebywać ze mną w nocy.. Dam ci czas do jutra na przemyślenie tego spotkania i dasz mi znać tak mniej więcej o 14.30, ok?
- No dobrze... Zgadzam się...
Chłopak dał mi swój numer telefonu i odblokował drzwi. Wysiadłam z auta z ulgąmi pomachałam mu na pożegnanie. Zayn odjechał z tego miejsca dość szybko, a ja cała zdenerwowana wróciłam do domu. Marzyłam tylko o śnie i dobrej kolacji.  Będąc już w moim pokoju spojrzałam w lustro i pomyślałam o Zaynie. Na mojej twarzy natychmiast pojawił się szeroki uśmiech, a gdzieś tam w środku poczułam ciepło. Postanowiłam spotkać się z nim następnego dnia, ale teraz musiałam się tylko porządnie wyspać..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bum! Mamy rozdział 2 :) no to co? Tak jak ostatnio? Tym razem 15 komentarzy i zaczynam pisać dalej :) pozdrawiam :)))





25.10.2014

Rozdział 1


          Obudziłam się bardzo wcześnie bo coś około 4.20 rano. Nie chciałam obudzić nikogo z domowników, więc pozostałam w swoim pokoju. Szybkie zerwanie się z łóżka spowodowało, że kompletnie odebrało mi sen. Po kilku minutach wiedziałam, że nie ma szans, abym ponownie zasnęła, więc poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Ubrałam się dość skromnie i usiadłam na łóżku z nadzieją na lepszy dzień, niż ten poprzedni. Czesząc swoje włosy natrafiłam na kołtuna i próbowałam go rozczesać. Niestety nie mam cierpliwości do takich rzeczy i zaczęłam go szarpać szczotką z całej siły. Dzwoniący telefon przerwał mi ten wysiłek.
- Halo? - odebrałam.
- Cześć Hailie. Pewnie cię obudziłam.- mówił dobrze mi znany głos po drugiej stronie słuchawki.
- Veronica! No coś ty! Ja już nie śpię od prawie pół godziny!- ucieszyłam się tym, co powiedziałam.
Veronica to moja najlepsza przyjaciółka. Chodziłyśmy razem do klasy od przedszkola, a przyjaźnimy się jakieś szesnaście dobrych lat.
- Bo ja bym chciała się z tobą spotkać i dobrze, że już nie śpisz. Bałam się, że cię obudzę.- zaśmiała się.
- Tym razem ci się udało jednak, bo naszczęście nie spałam.- oznajmiłam.
- To za pół godziny w naszej ulubionej kawiarni? - zaproponowała.
- Oczywiście! To widzimy się za jakiś czas! Buziaczki, papa.- powiedziałam i odłożyłam komórkę.
Zeszłam na dół do kuchni, aby się czegoś napić, a przy okazji zerknęłam na zegarek. Dwie wskazówki o rożnych długościach wskazywały godzinę 5.10, a mi momentalnie zachciało się spać.
- O nie.. Tylko nie teraz, no proszę kurczę..- powiedziałam piskliwym głosem sama do siebie.
Próbowałam wszystkiego, żeby nie zasnąć, ale postanowiłam się zdrzemnąć przez dziesięć minut. Dla pewności abym wstała, ustawiłam sobie budzik w telefonie i szybko zasnęłam. Obudziłam się szczęśliwa i od razu chciałam wyjść z domu i iść do tej kawiarenki. Zdziwiłam się, bo dzwonek jednak nie dzwonił.
- Hmm.. Czyżbym wstała przed czasem?- mruknęłam pod nosem i spojrzałam na zegarek.- No nie! Nie wytrzymam zaraz ! - popłakałam się i klęknęłam na podłogę.
Do mojego pokoju weszła moja siostra i od razu zaczęła dochodzenie.
- Co ci znowu jest? Czego ty znowu beczysz?!- zdenerwowała się.
- No bo...- nie dokończyłam.
- No bo co? No powiesz mi w końcu czy mam się domyślać?- krzyknęła śmiejąc się.
- To nie jest śmieszne.. Daj mi spokój !-  chwyciłam poduszkę i rzuciłam w nią.
- O nie... Tak to my się bawić nie będziemy.- spoważniała. - Ja chcę ci pomóc, a ty rzucasz we mnie poduszkami? Ile ty masz lat? Pięć? Uspokój się, bo zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko.. Przestań beczeć i ogarnij się..- powiedziała bardzo przemawiających do mnie głosem i wyszła z pokoju, trzaskające za sobą drzwiami. Zastanawiałam się co mam powiedzieć Veronice. Byłyśmy umówione na 5.40, a jest 11.36. Wzięłam kosmetyki do twarzy, małe lusterko i usiadłam na łóżku robiąc sobie makijaż i układając sobie przy tym w głowie to, co powiem mojej przyjaciółce. Przez chwilę chciałam skłamać, ale uznałam, że powiem jej prawdę. Zadzwoniłam do niej raz, drugi i nie odbierała.. Wiedziałam, że była na mnie bardzo zła i za wszelką cenę chciałam jej to wynagrodzić. Wstałam na nogi i szybko wybiegłam z domu, aby biec ile sił w nogach do Veroniki. Przypuszczałam, że żadnego telefonu ode mnie nie odbierze, więc niestety musiałam to załatwić osobiście. Wbiegając na jej podwórko prawie miałabym spotkanie z trawą, a co najgorsze z ceglaną dróżką prowadzącą do drzwi wejściowych. Dzwoniłam dzwonkiem i pukałam w nie pięścią jednocześnie. Otworzyła mi jej mama i po minie kobiety było widać, że przesadziłam.
- Dzień dobry..- zaczerwieniłam się.
- Dzień dobry Hailie, jak się czujesz?- jakoś podejrzanie miło zapytała.
- W porządku..- przeciągnęłam.
- Myślałam, że to jakiś bandyta mi tu drzwi masakruje, ale to na szczęście tylko ty.- westchnęła.
- Taaakk..- znarszczyłam brwi.- Jest może Veronica?
- Oczywiście. Jest w swoim pokoju.- oznajmiła- Proszę, wejdź.
Już chciałam ściągać buty, kiedy kobieta szybko powiedziała, abym tego nie robiła. Stwierdziła, że ma jeszcze bałagan w domu i nie muszę brudzić skarpet o brudną podłogę. I tak jej nie posłuchałam, bo mama mnie uczyła, że buty zawsze ściągać trzeba. Pomaszerowałam do pokoju mojej przyjaciółki i bez pukania weszłam do środka. Veronica siedziała plecami do mnie na łóżku i prawdopodobnie słuchała muzyki na słuchawkach. Chciałam ją przestraszyć, ale nie potrzebnie..
- Buuu!- krzyknęłam łapiąc ją od tylu. Nie zauważyłam jednak, że dziewczyna trzyma w rękach poduszkę i z całej siły uderzyła mnie nią w brzuch, a ja aż przewróciłam się na podłogę.
- Ałaja...- jęczałam z bólu.
- O Matko, Hailie... Bardzo cię przepraszam, ale następnym razem tak nie rób.. Czasem właśnie, kiedy ktoś mnie przestraszy, to mam taki odruch.. Przepraszam cię najmocniej..- mówiła wspolczującym głosem.
- Nie, no.. Nic się nie stało..- oświadczyłam.
- A tak poza tym, to dobrze ci tak!- krzyknęła.- Siedziałam sama w tej kawiarni jak głupia i czekałam na ciebie! Ludzie się na mnie patrzyli, aż musiałam z tamtąd wyjść, bo mi siè głupio zrobiło.
- Teraz ja cię przepraszam.. Zasnęłam.. Nawet budzik mnie nie obudził.- tłumaczyłam.
- Yhym.. Tak, zaraz.. Napewno..
- Chodź gdzieś sobie wyjdziemy.. Może do tej kawiarni..- zaproponowałam.
- Nie ma szans.. Idź sobie sama i teraz ty poczuj się jak idiotka!- rzuciła w moją stronę.
- No chodź. Kupię ci największą, gorącą czekoladę z bitą śmietaną i piankami..- uśmiechnęłam się kuszącą.
- Niech ci będzie.. Zgadzam się.. W takim razie co my tu jeszcze robimy?- zasmiała się i wskoczyła mi na plecy.
- Jestem szczęśliwa, że się cieszysz, ale złaź ze mnie, bo ważysz sporo!- krzyknęłam, jakbym się dusiła.
- Hah, teraz to jeszcze nic, ale po tej czekoladzie, to mi przybędzie trochę wagi i za karę wtedy mnie ponosisz!!- śmiała się nie mogąc się powstrzymać.
Spojrzałam na nią wytrzeszczając oczy i bardzo szybko Zbiegłam na dół po schodach. Zakładając buty ponownie bym się przewróciła. Veronica akurat podbiegła do mnie i złapała mnie. Razem wyszłysmy spokojnie, choć dalej się śmiałyśmy. Weszłyśmy już opanowane do kawiarni i delikatnie usiadłyśmy przy stoliku prosto, jak prawdziwe damy. Kelner podszedł do nas, aby złożyć zamowienie.
- Dwie największe, gorące czekolady z bitą śmietaną, piankami i posypką.- powiedziałam, a pan który nas obsługiwał szybko zapisał to na karteczce i odszedł.
- Hailie, patrz.. Widzisz tamtych pięciu kolesi? - zapytała Veronica ściskając mnie mocno za ramię.
- Ała.. No widzę, ale nie musisz mi ręki ściskać tak mocno.. Co jest z nimi nie tak? - zdziwiłam się.
- No właśnie nic nie jest nie tak! Zobacz jacy oni są przystojni... Chciałabym, aby chociaż jeden z nich tu podszedł..- rozmarzyła się.
- Tak.. Marzenia ściętej głowy..- westchnęłam.
- Ej, bo tej jeden właśnie wskazał na ciebie i wszyscy się teraz tutaj patrzą...
Odwróciłam się w ich stronę i lekko uśmiechnęłam po czym szybko odwróciłam głowę w stronę dziewczyny. Kelner przyniósł nam czekoladę i wystawił rachunek. Te chlopaczki przeszli obok nas i wyszli z pomieszczenia. Jeden nawet dotknął mojej dłoni i uśmiechną się. Szybko schowałam ją pod stolik i wypiłam czekoladę. Veronica równie szybko ją wypiła i wyszłyśmy z kawiarni. Zanim się rozeszłyśmy w swoje strony, pomyślałyśmy, że wieczorem pójdziemy na jakąś imprezę, aby się odstresować. Pożegnałyśmy się jak to przyjaciółki, dodając do tego : "To widzimy się wieczorem"..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Musi być conajmniej 10 komentarzy i zacznę pisać dalej :)