29.10.2014

Rozdział 2


     Wieczór się zbliżał, a my pełną parą przygotowywałyśmy się do wyjścia na imprezę. Cały nasz ubiór był prawie przygotowany. Miałyśmy się ubrać normalnie, tak na luzie czyli jakasś bluzka na ramiączka i krótkie, jeansowe spodenki. Do tego co najwyżej jakaś narzutka, gdyby było chłodniej i makijaż. W przygotowaniu pomagała mi moja siostra Meg. Przeprosiłam ją za to co się wydarzyło rano, a ona tylko śmiała się ze mnie i podsumowała moje "dziecinne" zachowanie. Przyszła pora wyjścia na zabawę, a po wyjściu z domu zaciągnęłam się letnim, wieczornym powietrzem i zadzwoniłam po Veronicę.
- No halo? To gdzie się widzimy?- zapytałam podekscytowana.
- Właśnie idę do ciebie i widzę cię już. Odwróć się.- zaśmiała się do słuchawki i pomachała mi z daleka.
- No tak. Widzę cię już. To rozłączam się.- oznajmiłam i schowałam telefon do kieszeni.
Verka bardzo szybko podeszła do mnie i bez najmniejszego odpoczynku kazała mi iść w przeciwną stronę. Chciało mi się z niej śmiać, bo pędziła jak opętana. Cudem udało mi się ją zatrzymać, kiedy krzyknęłam: „Uwaga! Żaba!”
Dziewczyna ze strachu niemalże się przewróciła, a małe stworzonko przeskoczyło jej nogę i hopsało sobie dalej. Kilka minut później byłyśmy już w tym lokalu, gdzie miała odbyć się impreza. Jak co sobota miejsce te było pełne różnych ludzi, lecz tym razem nie byli to zwykli ludzie...
      Veronica jak to ona od razu po wejściu do środka pobiegła do baru po drinka dla siebie i dla mnie. Nie chciałam go pić tak na początek, bo czasem mogę przesadzić pomimo tego, że jestem nieletnia. Oczywiscie to wszystko dzieje się pod namową mojej przyjaciółki, ale kocham ją jak siostrę, więc zgadzam się na to wszystko. Dziewczyna lubi imprezować, a ja jestem negatywnie zastawiona na te całe balowanie, choć bywa, że mam jakiś wyjątkowo zmienny humor. Dziewczyna szybko łyknęła zawartość długiej, kolorowej szklanki i porwała mnie do tańca. Muzyka była strasznie głośna, światła oświetlające parkiet oświetlały imprezowiczów na kolorowo, a nastolatków pełna sala, że ledwo przejść można. 
- No co tak słabo? Ruszaj się dziewczyno! Przyszłaś się bawić, a nie zamulać!!- Veronica przekrzykiwała muzykę dając mi do zrozumienia, że "zamulam".
Chciałam jej pokazać, że umiem się bawić i równo z nią tańczyłam, a ona robiła to bardzo szybko. Widać było po niej, że coś jest nie tak, bo po jakims czasie musiała wyjść nazewnątrz. Nie pozwoliłam jej iść samej i wybiegłam za nią.
- Veronica! Veronica! Nic ci nie jest?- zaniepokoiłam się.
- Nie, tylko trochę mi nie dobrze.. Ten drink był słodki, a w środku jest gorąco i zrobiło mi się niedobrze..- wydusiła pochylając się nad barierką.
- Jesteś pewna? Jesteśmy tu już godzinę, ale jeśli chcesz, to możemy wracać..- zaproponowałam.
- No co ty? Zwariowałaś?!- odrazu odżyła. 
- Wiedziałam, że to powiesz!- zaśmiałam się, próbując zamaskować fakt, że nieco się rozczarowałam.
Verka oznajmiła, że już jest jej lepiej, kiedy zwymiotowała za barierę i kazała mi już wchodzić z powrotem do środka. Oczywiście weszła tam za mną i ponownie rzuciła się w stronę baru.
- Tym razem idziesz ze mną i nie pijesz rownież razem ze mną, okej?- zapytała.
- Ale... Ale ja nie chcę się upić do nieprzytomności. W ogóle nie chcę pić..- oburzylam się.
- To po co tu przyszłaś? Wiesz, że jesli gdzieś ze mną idziesz,to musisz wypić chociaż trzy szklanki.- przewróciła oczami.
- Jedną... Co najwyżej dwie, ale na pewno nie trzy. Zapamiętaj to sobie.- zapowiedziałam i podeszłam do lady.
- Co podać?- zapytał barman.
- Dwa drinki truskawkowe pół na pół.- powiedziała Veronica, a ten szybko uwonął się i podał nam kolorowe szklanki z napojem. Nie wiedziałam co oznaczało te "pół na pół", więc zapytałam o to koleżanki.
- Co to jest?- zdzwiła się.- To znaczy, że poł szklanki to wódka, a drugie pół to truskawkowa woda.
Popatrzyłam na nią jak na głupią i uciekłam wzrokiem w przeciwną stronę. Moje oczy zatrzymały się w jednym miejscu i szybko złapałam Veronicę za rękę.
- Patrz!- zawołałam.- To oni! 
- Co ? Jacy oni?- zapytała robiąc łyka drinka.
- No oni! Ci z kawiarni, a jak ci się wydaje?!!
Kiedy tylko dziewczyna ich zobaczyła, cały napój wyjeciał jej z ust. Opluła przy tym jakiegoś nastolatka, a ten nadepnął jej na nogę tak mocno, że wskoczyła mi na ręce.
- Weź zejdź ze mnie i nie rób wiochy!- rzuciłam i puściłam ją, a ta upadła na podłogę. - No wstawaj!- zdenerwowałam się i pomoglam jej wstać. Chłopcy śmiali się z nas, bo rownież nas zauważyli. Zrobiło mi się strasznie głupio i postanowiłam wyjść z tego pomieszczenia. Tłum ludzi zastawił mi drzwi wyjściowe, więc musiałam iść do łazienki, co mnie wcale nie ucieszyło. Przeszłam niedaleko piéciu przystojniaków czerwona jak burak. W łazience podeszłam do lustra i odkréciłam wodę w kranie, łapiąc się za włosy.
- Hailie, dziewczyno.. Ogarnij się wkońcu..- powtarzałam sama do siebie. 
Nawet nie zauważyłam kiedy jeden z chłopaków wszedł tam za mną.
- Czemu muszę być aż taka głupia??- szepnęłam.
- Czemu tak uważasz?- usłyszałam głos za sobą i strach sparaliżował mnie. Powoli się odwróciłam i ujrzałam wysokiego, przystojnego bruneta. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc ponownie spojrzałam w lustro. „Boże jaki wstyd! Ty idiotko, czemu zawsze mi się to przytrafia?!” - powtarzałam sobie w myślach. 
- To jak będzie? Odpowiesz mi, czy mam iść?- zapytał.
- Nie.. Nie..- zająkałam.
- To znaczy, że mi nie odpowiesz, czy że mam nie iść?- zasmiał się.
Zrobiłam głęboki wdech i opanowana wydusiłam już normalnie.
- Przepraszam cię, za moje zachowanie, ale wstydzę się trochę...- oznajmiłam.
- Czego się wstydzisz? Mnie? No proszę cię- uśmiechnął się.
- To ty dzisiaj dotknęłeś mojej ręki w kawiarni, kiedy wychodziliście?- zapytałam licząc na mądrą odpowiedz.
- Może- uśmiechnął się.- Zayn.. Mam na imię Zayn.- powiedział i zrobił dwa kroki w moją stronę.
- Hailie.. To moje imię- oświadczyłam.
- No wiem, że twoje. Przeciez nikogo innego tutaj nie ma- zaśmiał się.
- Ale ty wredny jesteś..- zmarszczylam brwi.
- Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać.
- Zauważyłam... Czemu przyszedłeś tutaj za mną? - dociekliwie pytałam.
Chłopak nic nie mówił, tylko stał i sie śmiał ze mnie. Nie wiedziałam o co mu chodzi i postanowiłam wyjść, kierując się do wyjścia.
- Zanim wyjdziesz, nie zapomnij przy tym schować stanika pod koszulkę. Myślałem, że powinien być pod nią, a nie na niej.- powiedział to i śmiał się nie mogąc się opanować. Zawstydzona wbieglam do kabiny, aby się poprawić. Chłopak nie mógł przestać się śmiać, a po chwili wszedł jego pijany kolega. 
- I co jest Zayn? Z czego się tak śmiejesz?- zapytał go.
- Nie ważne...- chłopak nie wydał mnie, a przeciez mógł to zrobić. Jak zwykle wyobrażałam sobie niewiadomo co, no ale tak już niestety miałam.
- No mi nie powiesz?- język jego kolegi plątał się, a jego ciało zaliczyło chyba każdą ścianę w łazience. Szybko wyszłam z kabiny i spojrzałam na chłopaków.
- To jest Niall... Dzisiaj już się zdąrzył napić, a,e to nie znaczy, że jest inny..- oznajmił Zayn.
- Spoko.. Rozumiem.. Dobra róbcie co chcecie, ale ja wracam do domu.. Krzyżyk na drogę.- oznajmiłam i wybiegłam. Zayn musiał iść za mną, bo kiedy tylko wyszłam z lokalu, zaproponował mi podwózkę. Niechętnie, ale zgodziłam się. Chłopak jechał dość szybko, nie odzywając się przy tym cała drogę. Pomyślałam, że zawsze tak robi, jak prowadzi, więc nie zwracałam na to zbytnio uwagi. Zatrzymał się jedną ulicę od mojego domu, a kiedy już złapałam za klamkę, żeby wysiąść, zablokował drzwi od auta...
- Ej! Wypuść mnie..- zdenerwowałam się.
Chłopak nic nie mówił, tylko patrzył się w przednią szybę samochodu.
- Słyszysz mnie? Otwórz te drzwi?- przez chwilę zaczęłam się bać. Na dworze było już ciemno, a poza tym dochodziła 23 z minutami..
- Zayn! Wypuść mnie!- krzyknęłam, a on pocałował mnie w usta. Szybko odepchnęlam go od siebie i rzuciłam
- Co ty wyprawiasz? Nie dość, że trzymasz mnie tutaj, to jeszcze całujesz moje usta.. Wypuść mnie, powtarzam..- zaciszyłam głos.
- Jest jeszcze wcześnie..- oznajmił.
- No dobrze.. Jest wcześnie, ale ja chcę wracać już do domu.. Proszę zrozum mnie...- złagodniałam.
- Wiec w takim razie kiedy się spotkamy?- zapytał.
- Ale co ty mi tu sugerujesz? - zdzwiłam się.
- Nic.. Tylko chce się spotkać jutro.. Widać, że boisz się przebywać ze mną w nocy.. Dam ci czas do jutra na przemyślenie tego spotkania i dasz mi znać tak mniej więcej o 14.30, ok?
- No dobrze... Zgadzam się...
Chłopak dał mi swój numer telefonu i odblokował drzwi. Wysiadłam z auta z ulgąmi pomachałam mu na pożegnanie. Zayn odjechał z tego miejsca dość szybko, a ja cała zdenerwowana wróciłam do domu. Marzyłam tylko o śnie i dobrej kolacji.  Będąc już w moim pokoju spojrzałam w lustro i pomyślałam o Zaynie. Na mojej twarzy natychmiast pojawił się szeroki uśmiech, a gdzieś tam w środku poczułam ciepło. Postanowiłam spotkać się z nim następnego dnia, ale teraz musiałam się tylko porządnie wyspać..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bum! Mamy rozdział 2 :) no to co? Tak jak ostatnio? Tym razem 15 komentarzy i zaczynam pisać dalej :) pozdrawiam :)))





15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No nareszcie ! Cieszę się, że wkoncu napisałaś ten rozdział. Teraz czekamy na następny :))

Anonimowy pisze...

Opowiadanie dotyczy Zayna czy ogólnie 1D?

Unknown pisze...

W sumie to bardziej dotyczy Zayna, ale pozostali członkowie zespołu też będą się w nim pojawiali :)

Anonimowy pisze...

Ja to już chcę kolejny rozdział :D

Anonimowy pisze...

Piszcie komentarze, bo nie będzie rozdziału :(

Anonimowy pisze...

To moja tajna misja, aby powstał następny rozdział :D no napisz coś już Ariana

Anonimowy pisze...

Yhh... Ja tu wchodzę codziennie, żeby coś przeczytać a tu nic nie ma :(

Anonimowy pisze...

Super rozdział i zawstydzona Hailie xD

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Olcia :) pisze...

Co będzie dalej? Pójdzie z nim na spotkanie ? :o

Ania pisze...

Chcę już kolejny rozdział :(

Anonimowy pisze...

No brakuje ci tylko trzech komentarzy.. No napisz juz cos kurde >_<

Unknown pisze...

Chyba czterech ;p moje tu się nie wliczają xd

Anonimowy pisze...

no napisz już coś, proszę :'(

Anonimowy pisze...

Ej, ej.. Już może w końcu coś napiszesz, bo nudzę się -,-