8.11.2014
Rozdział 3
Obudziłam się bardzo późnym popołudniem. Kompletnie zapomniałam o wczorajszym zdarzeniu, więc nie mogąc nic sobie przypomnieć poszłam się umyć. Od razu zadzwoniłam do przyjaciółki, aby przyszła do mnie, bo byłam bardzo ciekawa tego co się ze mną wtedy działo. Veronica odebrała za pierwszym razem i oznajmiła, że wstała chwilę temu. Powiedziała również, że niedługo zjawi się w moim domu, a ja w podskokach pobiegłam posprzątać w pokoju. Dziewczyna przyszła do mnie po kilku nastu minutach i od razu rzuciła mi się na szyję, gratulując mi przy tym. Przymrużyłam oczy nie wiedząc o co jej chodzi, a kiedy o to zapytałam, moja przyjaciółka zamilkła.
- To ty nie pamiętasz?- zdziwiła się, a z jej twarzy zniknął uśmiech.
- Przykro mi, ale nie pamiętam nic, a nic. Powiedz mi chociaż czy dużo wypiłam..- zdenerwowałam się w duchu.
Veronica kiwnęła głową dając mi znać, że nie wypiłam tak dużo, jak się tego spodziewałam. Byłam święcie przekonana, że siedem szklanek było w moim żołądku co najmniej, a tak naprawdę znajdowały się tam niecałe dwie. Przez chwilę obawiałam się, że ktoś mógł mi coś dosypać do tych drinków, a następnie coś ze mną zrobić, na co nie zgodziłabym się dobrowolnie. Kiedy pierwsza łza spłynęła mi po policzku moja przyjaciółka od razu zareagowała.
- Nie becz, bo nic strasznego się nie stało.- krzyknęła.- Cały czas... No może nie cały, ale byłam przy tobie.. Wiem, że obawiasz się najgorszego, ale nie martw się. Pamiętasz tych chłopaków z kawiarni?- zapytała poważnie.
- No pamiętam, a co w związku z tym?- zacisnęłam mocno zęby.
- Kiedy poszłaś do łazienki, jeden z nich poszedł za tobą..- oznajmiła.
- Co?!- zdenerwowałam się i od razu myślałam o najgorszym, pomimo tego, że Veronica zapewniała mnie, że do niczego nie doszło. Zaczęłam płakać i brzydzić się sobą, a dziewczyna pokazała mi nagranie z łazienki, które udało jej się nagrać ukradkiem. Byłam na nim ja i on i tylko rozmowa między nami. Ulżyło mi niesamowicie i natychmiast nabrałam lepszego humoru.
- Nawet nie wiesz, jak lepiej się teraz poczułam.- oznajmiłam.- I co było później?
- Ten chłopak odwiózł cię do domu z tego co wiem. Bałam się trochę, bo nie wiedziałam czy na pewno cię tam odstawi, więc zadzwoniłam do twojej mamy, a ona potwierdziła, że już wróciłaś i od razu poszłaś do pokoju spać.- powiedziała z uśmiechem.
Zdziwiło mnie to, bo jak chłopak mógł mnie odwieźć i nie zostawić po sobie znaku. Poprosiłam Veronicę, żeby przejrzała mi szyję i ogólnie, bo miałam nadzieję, że gdzieś tam zostawił malinkę. Chciałam tego bardzo, bo był on bardzo przystojny i to mnie odwiózł do domu, a przecież mógł powiedzieć " Dobra, ja zbijam. Nara", tak jak każdy i mógł odejść, ale nie zrobił tego. Przeszukałam jeszcze moją torebkę i spodenki z nadzieją, że coś znajdę. Nie pomyliłam się, bo znalazłam jakiś numer telefonu. Podejrzewałam, że jest to właśnie jego numer, ale żeby się upewnić dałam go przyjaciółce, a ta zadzwoniła do niego ze swojego telefonu.
- Halo?- odezwał się zaspany głos po drugiej stronie słuchawki.
- Halo? Dzień dobry, tutaj koleżanka Hailie.. Mam takie pytanie, to ty byłeś z nią wczoraj w łazience i to ty odwoziłeś ją do domu?- zapytała chłopaka, a ja uderzyłam ją w ramię, bo to nie tak miała wyglądać ta rozmowa.
- Tak, to byłem ja, a coś się stało może?- ziewnął.
- Raczej tak, bo ona zostawiła gdzieś swój naszyjnik i myślałyśmy, że może został u ciebie w samochodzie, albo coś, ale jeśli nie to przepraszam, że obudziłam...
- Nie ma sprawy, a co do tego naszyjnika, to podejrzewam, że mam jej naszyjnik. To jest jej imię, prawda? Hailie M?- zapytał, a my bardzo się zdziwiłyśmy, bo kłamstwo z naszyjnikiem okazało się prawdą. Żeby upewnić się, że ten wisiorek na pewno mi zaginął, przeszukałam cały pokój.
- Veronica.. Nie ma go.. On na prawdę go ma..- szepnęłam.
- Tak, to jest jej naszyjnik. Mógłbyś go nam jakoś podrzucić?- Veronica kontynuowała rozmowę.
- Mógłbym, ale wolę, żeby to Hailie po niego przyszła.- oznajmił, a mi aż zrobiło się gorąco. Nie przez to, że się ucieszyłam, czy coś, tylko przez to, że nie znałam go wcale i bałam się iść do niego sama.
- Hailie z chęcią po niego przyjdzie. To kiedy, o której i gdzie ma przyjść?- zapytała, a ja myślałam, że ją zabiję.
- Najlepiej by było, jakby przyszła po niego dzisiaj coś około osiemnastej do tej kawiarni, w której spotkaliśmy się po raz pierwszy.- powiedział.
- Dobrze, to w takim razie szykuj się też. Do zobaczenia.- szybko powiedziała Veronica i odłożyła słuchawkę.
Byłam strasznie na nią zdenerwowana, bo choć nie uczestniczyłam w tej rozmowie, ona powiedziała za dużo i tak jakby umówiła mnie z nim na spotkanie, a to wcale mnie nie ucieszyło.
- No to co? Szykuj się na randkę!!- krzyknęła z uśmiechem na twarzy, a ja miałam ochotę ją czyś walnąć i zrobiłam to. Rzuciłam w nią z całej siły poduszką, aż się przewróciła na łóżko. Nim wstała, zdążyłam znaleźć sobie jakieś ubrania na wieczór i takie tam drobiazgi jak pierścionki i bransoletki. Godzina za godziną leciały jak szalone, a ja miałam coraz to większy stres. Dziewczyna wyrzuciła mnie z pokoju, bo uznała, że mi odwala i kazała mi wrócić do mojej własnej siedziby o nazwie " ja tam śpię ", aż mi przejdzie. Po kilku minutach wróciłam do niej i oznajmiłam, że jestem już gotowa. Moja przyjaciółka odprowadziła mnie pod kawiarnię i pożegnała się ze mną dając mi buziaka w policzek i kazała mi opowiedzieć jej wszystko ze szczegółami, kiedy już wrócę. Weszłam do środka bardzo zdenerwowana i czekałam na chłopaka. Po jakimś czasie zjawił się w środku, podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i bez słowa wyciągnął mnie na zewnątrz.
- Masz ten naszyjnik..- powiedział obojętnym głosem.
- Dzięki..- skrzywiłam usta i wyciągnęłam rękę po niego.
Dał mi go do ręki i odwracając się na pięcie zaczął odchodzić.
- To tyle? Nie no zajebisty jesteś normalnie...- krzyknęłam za nim, a ten zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Przecież żartowałem. Chciałem zobaczyć twoją reakcję na mnie i widzę, że mogłaś sobie pójść, a jednak zawołałaś za mną.- oświadczył patrząc się mi w oczy śmiejącym się wzrokiem.
- Nie śmieszne..- rzuciłam i przewróciłam oczami.
- Chodź stąd. Nie będziemy tu przecież tak stać jak nie wiadomo co. Może pójdziemy na jakiś spacer?- zaproponował.
- Czy ja wiem.. Nie mam ochoty tak sobie chodzić, a poza tym nie znam cię i boję się trochę..- powiedziałam.
- No właśnie. Nie znasz mnie i chyba pora to zmienić.- zaśmiał się.- Chodź, idziemy..- powiedział łapiąc mnie za rękę.
Zarumieniłam się, ale postanowiłam za nim pójść.
- Dokąd mnie zabierasz?- zapytałam nieśmiało.
- Zobaczysz, ale nie mogę ci tego powiedzieć tak teraz bo to niespodzianka.- uśmiechnął się.
Nie mówiłam już nic, ale byłam bardzo zdziwiona, bo nie znałam typa, a on tu nagle ma dla mnie jakąś niespodziankę.. Super po prostu.. Ale nie żałowałam, że z nim poszłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 3 :) trochę krótki, ale się w końcu pojawił :) 10 komentarzy i piszę dalej. Pozdrawiam ! :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Coś słabo ci to poszło... Stać cię na więcej :)
No tak sobie przeczytałam to i pomyślałam, że napiszę ten komentarz. Rozdział jest krótki i wg mnie trochę nie zrozumiały. Zrób coś z tym, bo stracisz czytelników
Popieram zdania tych nade mną. Napisz od razu 3-4 rozdziały, możesz nawet w tym tygodniu, bo później będą święta i nic nie napiszesz, a i tak wystarczająco długo czekaliśmy na znak życia z twojej strony. Dodaj coś ciekawego np Zayna, który wplątał się w coś tam i dlatego jest inny niż zwykle, no nie wiem... Ty tu jesteś od pisania, ale możesz wykorzystać tą wskazówkę
Prześlij komentarz